Rozdział 2.
*Oczami Caroline*
Siedziałam w
samochodzie wyglądając przez okno i nie mogłam uwierzyć w to że to wszystko
dzieje się naprawdę. Coś niesamowitego ! Mijałam mnóstwo ludzi na ulicach,
niektórzy nawet spojrzeli w moją stronę ale raczej z obojętnym nastawieniem..
ale mimo tego ja wciąż patrzyłam na nich z wielką satysfakcją i podziwem.
George raczej siedział cicho, co jakiś czas spoglądając w moim kierunku. W
końcu George przerwał cisze.
-„Dlaczego akurat Londyn?” – zapytał dość nieśmiało..
-„Hah..” – zaśmiałam się.. -„Dlaczego? Otóż moim marzeniem
było zamieszkanie w Anglii ale, kiedy dowiedziałam się o tej szkole zrozumiałam
że to coś dla mnie.. że chce spełnić swoje marzenia, a ta szkoła prawdopodobnie
nimi jest..”
-„To bardzo interesujące..” – stwierdził..
Chcąc przedłużyć rozmowę zapytałam go:
-„Ty też się tam uczysz?”
-„Nie, ale jestem przewodniczącym samorządu.. tak jakby..
opiekunem” – odparł.
-„Aha, aa daleko jeszcze?” – zapytałam
-„Nie, już dojeżdżamy.. Widzę że już nie możesz się
doczekać,hmm?”
-„Tak..”
W sumie cała droga z lotniska do szkoły zajęła nam pół
godziny.
Kiedy dotarliśmy na
miejsce nie mogłam nadziwić się własnym oczom. Przede mną stał powalająco
piękny, dość nowoczesny, potężny budynek. Było w nim mnóstwo okien. A ja stałam
jak wmurowana i wpatrywałam się w to miejsce jak w obrazek. Coś niesamowitego..
Naprawdę.
Dłuższą chwile stałam i nie mogłam wydusić z siebie żadnego
słowa.
W pewnym momencie
George stanął obok mnie..
-„Robi wrażenie, co?”
-„Ja nie wierzę, ja po prostu nie wierzę
że to się dzieje
naprawdę!”
-„To uwierz.. Tu rozpoczynasz nowy rozdział w życiu..
wykorzystaj to” – uśmiechnął Się.
W końcu z budynku wyszła kobieta, dość młoda bo na pewno
przed 40stką. Była bardzo elegancko ubrana. Podeszła do mnie i z uśmiechem na
twarzy zapytała:
-„Czyż to nasza wspaniała Caroline? Mam nadzieję że George
był dobrym kierowcą ?”
Pokiwałam głową na tak.
-„Nazywam się Michelle Royal. Jestem dyrektorem tej szkoły.
I osobiście chciałam przywitać tak wspaniałą uczennicę. Miło mi cię poznać. Bardzo
się cieszę że do nas dołączasz!” – mówiła to z takim entuzjazmem, z jakim
rzadko można było się spotkać w dzisiejszych czasach.
- „Dziękuję bardzo. Nazywam się Caroline Enderson (Nazwisko
miałam po tacie.. którego ojciec, czyli mój dziadek był Brytyjczykiem.) ”
-„Ależ wiem jak się nazywasz! Długo Cię oczekiwaliśmy moja
droga.. Chodź pokażę ci twój pokój..a George zajmie się twoimi bagażami.”
-„Oczywiście, z wielką przyjemnością” – odpowiedział George.
Pani Royal
pokierowała mnie w stronę budynku. Kiedy weszłyśmy nie byłam już w stanie się
ogarnąć.
Bardzo ładnie urządzone korytarze.. bardzo przytulne.. aż
chciało się tam być. Szłyśmy długim korytarzem.. po bokach stały gabloty z
nagrodami, pucharami i dyplomami za osiągnięcia chyba w każdej dziedzinie jaką
można było by sobie wymyślić. Naprawdę robiły duże wrażenie. Mniej więcej w
połowie korytarza były nie duże schody. Weszłyśmy na pół piętro gdzie były 4
windy. Pani Royal wcisnęła przycisk i kazała zaczekać na jedną z wind. Nie
potrwało to długo. Drzwi windy otworzyły się.
Weszłyśmy do niej po czym kobieta wcisnęła przycisk z
numerem 3, co mogło oznaczać tylko jedno.
Że będę mieszkać na 3 piętrze. To nie jest zbyt dobra
nowina, gdyż mam dość duży lęk wysokości.. No ale mniejsza o to. Przecież nikt
nie będzie mi kazał podchodzić do okna czy wyglądać przez nie, prawda?
Drzwi windy otworzyły
się i ujrzałam tak samo zadbany korytarz jak na parterze, tyle że nie było na
nim gablot z nagrodami. Przede mną i za mną ciągnący się długi korytarz.
Wychodząc z windy poszłyśmy w lewo.. dalej wciąż prosto.. aż do momentu kiedy
doszłyśmy do „skrzyżowania”.
Oczywiście wzdłuż całego korytarza rozmieszczone były
pokoje..
Na tym „skrzyżowaniu”
p. Michelle kolejny raz poprowadziła mnie w lewo.
„Boże przecież ja się tu zgubię ! ” pomyślałam, no ale pani
M. dalej prowadziła..
„Biedny George.. będzie musiał dźwigać całą tonę moich walizek
aż taki kawał” kolejna myśl wtargnęła mi się do głowy.
„O proszę! Kolejne skrzyżowanie! No nie! ludzie zabijcie
mnie proszę, ja już nie wiem gdzie jestem! Daleko jeszcze?!” wykrzyczałam
markotnie w myślach.
Tym razem skręciłyśmy
w prawo.. zatrzymałyśmy się mniej więcej po środku tego korytarza gdzie po
lewej stronie p. Royal wskazała mi pokój z numerem 326. Chwyciła za klamkę
uprzednio pukając i otworzyła drzwi.
Wskazała mi dłonią na
otwarty pokój tak jak by chciała zaprosić mnie do środka. Więc weszłam do
środka kierując podziękowania do dyrektorki która przepuściła mnie w drzwiach.
W środku była już jakaś dziewczyna. Pokój był 2-osobowy.. wnioskując po 2
łóżkach. Był bardzo duży jak na „szkolny”. Bardzo czysto i schludnie wszystko
ogarnięte.
-„Katrine, oto twoja współlokatorka. Mam nadzieję że się
polubicie!”- Powiedziała dyrektorka.
- „Cześć jestem Katrine , a ty?”
-„Caroline, miło cie poznać” – odpowiedziałam.
-„Mnie też!” – uśmiechnęła się szeroko.
W pokoju stały już
walizki Katrine.. łóżko żadne jeszcze nie było zajęte.
-„No dziewczyny, zapoznajcie się i rozgośćcie.. po prostu
czujcie się jak u siebie w domu.
Caroline, George
zaraz doniesie twoje bagaże. O godzinie 6pm będzie krótki apel w Sali
gimnastycznej która znajduje się na parterze. Od wind schodzicie po schodkach i
skręcacie w lewo..kawałek dalej po prawej znajduje się sala. Mam nadzieje że
traficie. Tam właśnie poznacie swoich wychowawców. Do zobaczenia!”
-„Dziękujemy, do widzenia pani Royal.”- odparłyśmy.
-„Too jesteś z Anglii?” – zapytała Katrine.
-„Nie, jestem Polką.. ale zakładam że ty jesteś stąd..?”
-„Tak, jestem z Liverpool’u. Naprawdę jesteś Polką? Wow. Jak
na Polkę twój angielski jest perfekcyjny!”
-„Naprawdę tak sądzisz? Dziękuję! Ile masz lat?”
-„16, a ty? Teraz idę do 1 liceum..”
-„Ja też ! Uff jak to dobrze! Może przynajmniej trafimy
razem do klasy !”
-„Noo, było by świetnie! ”
W pokoju, jak już mówiłam stały dwa łóżka. Jedno stało
bliżej okna a dalej od drzwi.. a drugie odwrotnie..
Podeszłam do łóżka
bliżej okna i zapytałam:
-„Mogę wziąć to łóżko?”
-„Jasne! Ja od początku chciałam to przy ścianie.”
I tak oto głupia ja wybrałam sobie łóżko przy oknie..
Oczywiście nie dosłownie przy oknie.
Okno było w tej
ścianie.. ale raczej bliżej szaf które stały na drugim końcu pokoju. Pomiędzy
tymi szafami była komoda. Średniej wielkości.. A na niej stał telewizor i DVD.
Przy każdym łóżku
stała szafka nocna.. a na niej lampka..
Szafka miała 3 szuflady.
Zaraz za moim łóżkiem.. bliżej szaf.. były drzwi do łazienki.
Kiedy weszłam do niej
myślałam że zdechnę. W środku znajdowały się 2 umywalki, wielkie lustro, klozet
i piękna duża wanna. A to wszystko było urządzone w tak nowoczesnym stylu.
Chyba nie trudno
sobie wyobrazić jak się poczułam – jak w 5 gwiazdkowym hotelu!
W tym samym momencie
ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam do nich i otworzyłam je. Stał w nich
uśmiechnięty (chyba jak zawsze) George z moim bagażami. Wstawił je do środka.
-„Dziękuję Ci George!”
-„Ależ nie ma za co Caroline, już Ci mówiłem że to czysta
przyjemność. Do zobaczenia na apelu!”
-„Do zobaczenia! Jeszcze raz dziękuje !”
-„Naprawdę nie masz za co!”- odpowiedział i kolejny raz się
uśmiechnął.
„Niesamowite, ludzie tutaj są tacy mili, bezinteresowni.. to
wspaniałe!”- pomyślałam.
Po chwili usłyszałam
wrzask który wydała z siebie Katrine.
-„Co się stało?” – zapytałam.
-„To ty go znasz? I jesteście sobie „Na Ty”?”
-„Takk, przywiózł mnie do tej szkoły z lotniska.. po drodze
trochę pogadaliśmy i wgl. Aaa to źle?”
-„Żartujesz sobie?! To podobno najprzystojniejszy i
najpopularniejszy człowiek w tej szkole!”
-„Naprawdę?”
-„Tak! I w dodatku wpadłaś mu w oko!”
-„Co ty gadasz.. To nie prawda.. Po prostu jest bardzo miły
i chciał mi pomóc..”
-„Wmawiaj sobie..”- odpowiedziała pewna siebie i tego co
mówi.
Przystąpiłam do
rozpakowywania walizek.
Kiedy skończyłam,
okazało się że w mojej szafie jest jeszcze sporo miejsca. Dobrze się składało
bo rodzice mieli mi jeszcze dosłać jedną dużą walizkę.. gdyż nie dałabym rady
przytargać trzech niemalże większych ode mnie walizek! Jestem silna, ale bez
przesady.
Kiedy obie się już
rozpakowałyśmy , usiadłyśmy na swoich łóżkach i zaczęłyśmy gadać.
Chciałyśmy się lepiej poznać. Na pierwszy rzut oka Katrine
wydawała się naprawdę spoko.
Po dłuższej rozmowie
na szczęście tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu. Dogadujemy się naprawdę
dobrze. Chyba lepiej trafić nie mogłam.
Kiedy wielkimi
krokami zbliżała się godzina 6. Wstałyśmy i poszłyśmy na apel.
Dzięki Bogu, udało
nam się trafić na czas – Dzięki Bogu, bo bałyśmy się że zgubimy się w tych
korytarzach.. ale udało nam się tego uniknąć.
Kiedy już wszyscy zebrali się na Sali, Dyrektorka zaczęła
przemowę.
„Witajcie kochani. Z niektórymi nie miałam niestety
przyjemności przywitać się osobiście, więc witam was teraz. Dla tych którzy
jeszcze nie wiedzą.. Nazywam się Michelle Royal i jestem dyrektorem tej szkoły.
Liczę na to że ten rok szkolny przyniesie wam dużo nowych osiągnięć.. a teraz
oddaje głos po kolei wychowawcom: Klasy 1a, 1b, 1c, 1d, 2a,2b,2c,2d,3a,3b,3c
oraz 3d którzy na głos wyczytają Imiona i Nazwiska swoich wychowanków. Po
usłyszeniu swojego nazwiska proszę po cichu wstać i podejść do nauczyciela,
który potem omówi z wami zasady panujące w tej szkole. Miłego dnia.” Pierwsza
czytała wych. 1a..
Nie, to nie moja
klasa ale i też nie Katrine.. Nasza nadzieja na bycie razem w klasie rosła.
Następnie czytała
wych. 1b.. I co się okazało to też nie była nasza klasa.
Tym razem na środek
wyszedł wychowawca. Bardzo młody, z pogodną twarzą. Wyczytał kilka nazwisk i w
końcu usłyszałam „Caroline Enderson”. Ucieszyłam się bo ten wychowawca wydawał
się na w miarę normalnego człowieka, ale martwił mnie tylko fakt czy Katrine
będzie ze mną w klasie.
Wyczytał kolejne 3
nazwiska aż w końcu wyczytał Katrine. Ucieszyłam się jak dziecko!
Katrine podbiegła do
mnie i z radości rzuciła mi się na szyje. Szczerze mówiąc pomyślałam że się
zaprzyjaźnimy. Przynajmniej taką miałam nadzieje. Kiedy wychowawca wyczytał
wszystkie imiona swojej (naszej )klasy, przekazał mikrofon kolejnej
wychowawczyni i zabrał nas do Sali numer. 12 która znajdowała się na parterze w
korytarzu, większy kawałek za salą gimnastyczną. Na początek nam się
przedstawił.. „Witajcie, nazywam się Jake Collins i będę waszym wychowawcą do
końca liceum. Jesteście klasą 1c. A ja jestem nauczycielem biologii.”
A potem zaczął z nami omawiać zasady.. W sumie nic wielkiego
i zadziwiającego to w tych zasadach nie było.
Np. że nie można żuć
gumy podczas zajęć, że podczas lekcji wymagana jest biała koszula a reszta
stroju jest dowolna, że cisza nocna obowiązuje od 11pm-6am rano (to chyba była
jedyna rzecz która mnie zaskoczyła) oraz że o 11pm najpóźniej musimy wracać do
internatu i nie można nam z wychodzić z pokoi do godziny 6am. Wliczone w to
także są ewentualne odwiedziny. Powiedział że bardzo by prosił żeby każdy, bez
wyjątku kiedy wychodzi- wpisywał się na listę która znajduje się przy wejściu
głównym. Trzeba tam będzie pisać imię i nazwisko, datę i godzinę wyjścia oraz
przyjścia.. klasę i nr identyfikatora (które każdy z nas dostanie jutro podczas
pierwszej lekcji) a wszystko dlatego żeby mieli kontrole kto kiedy wychodzi i
wraca. Zajęcia w tej szkole zaczynają się na 9.30, jedna lekcja ma 45 minut a
przerwy trwają 15 min. Po 4 lekcjach jest przerwa na lunch która trwa godzinę.
Śniadanie mamy tu o 8.30, obiad o 16 a kolacje o godzinie
19.30.
Gdzie kolacja nie
jest obowiązkowa.. ponieważ jest zezwolone wyjście poza teren internatu.
A właśnie! Mamy tu
ogromny teren poza budynkiem! Jest tu mnóstwo boisk, jest hala basenowa itp.
Po całym tym apelu
wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Ja osobiście najpierw wzięłam kąpiel..
umyłam się.. a potem położyłam się do łóżka. Przed snem napisałam jeszcze sms’a
do rodziców co i jak. I życzyłam im dobrej nocy. Chwile po tym zasnęłam.. po
dniu pełnym wrażeń
*Oczami Katrine*
Kap, kap- kap, kap,
małe krople porannego deszczu spadały monotonnie na przednią szybę auta mamy.
Przy szybkiej jeździe drzewa na poboczu wyglądały jak rozmazane. W radio
skończyła się piosenka, a zaczęły reklamy przed kolejną listą dziesięciu hitów.
Spojrzałam na mamę. Patrzyła uważnie na drogę, skupiona na tym, aby nie
spowodować żadnego wypadku. Również zerknęła na mnie i uśmiechnęła się ciepło
tym jednym ze swoich ośmiu uśmiechów .
- Bardzo się denerwujesz? Wiem, że nie. Nie umiała byś.
Kiedy wokół rozpoczyna się nowy rozdział, ty zazwyczaj skaczesz z radości nie
mogąc doczekać się początku. Zawsze pewna siebie, radosna kiedy wydaje się, że
nie sposób być. Ty zawsze widzisz pozytywne strony w szarej rzeczywistości. –
uśmiechnęła się szerzej- Więc kochani, pierś do przodu, uśmiech na ustach i
uprzejmość w sercu. Zresztą co ja ci będę tłumaczyć, skoro bardzo często to ja
uczę się tego od ciebie. Więc chyba powinnam powiedzieć ci tylko jedno, baw się
dobrze i pamiętaj, że Cię kocham.
- Ja tez Cię kocham i dziękuję… za wszystko.
Samochód wtoczył się
na wielki podjazd terenu szkoły. Wielki budynek pobudowany był na środku placu.
Na całym parkanie była ułożona kolorowa kostka. Wysiadłyśmy z samochodu wprost
na schody prowadzące do wnętrza budowli. Kiedy weszłyśmy do środka, zalała mnie
fala przyjemnego, chłodnego powietrza w którym czuć było zapach cytrusów.
Przestronny hol sprawiał oniemiające wrażenie. Wręcz połyskiwał złotem, które
błyskało z ogromnej liczby statuetek i pucharów zawieszonych w gablocie na
jasnej ścianie. Zza rogu wyszła wysoka brunetka ubrana w czerwony żakiecik.
- Dzień dobry – powiedziała uprzejmym tonem
- Dzień dobry – przywitałyśmy ją również
- Zapraszam, nowa uczennica jak mniemam?
-Tak, Katrine
Hamilton.
-Miło mi, Dyrektor Michelle Royal, witamy w naszych
skromnych progach. Proszę za mną, zaraz sprawdzimy w którym jesteś pokoju.
-Dziękuję. – powiedziałam i podreptałam za Panią Dyrektor w
swoich brązowych balerinach za jej wysokimi czarnymi szpilkami, które kiedy ich
obcas stykał się z zimną płytą posadzkową, wydawały charakterystyczny odgłos.
Weszłyśmy do
eleganckiego gabinetu. Na wprost stało ciemne, pokaźne biurko, wypełnione
papierami, a zaraz za nim piękny kominek. Na lewo pod oknem dwie skurzane
kanapy, a na prawo całkiem sporych rozmiarów biblioteczka.
-Już patrzę. – Royal przerzuciła kartki grubej książki- Hamilton,
Hamilton- Jechała palcem w dół strony.- Jest!- krzyknęła zadowolona- Pokój 326,
trzecie piętro. Zapraszam za mną. Walizki zaraz ktoś przyniesie.
Wyszłyśmy na
korytarz, by móc przedostać się do wind. Nacisnęłam srebrny guzik i nim
upłynęło 20 sekund, drzwi otworzyły się i naszym oczom ukazało się lustrzane
pomieszczenie. Mama wybrała przycisk z numerem trzy i winda wzbiła się do góry.
Nowoczesna technika równa się ekspresowe tempo, więc nie zdążyłam nawet
mrugnąć, kiedy to dojechałyśmy na miejsce. Wydostałyśmy się na zewnątrz i
dyrektorka pomachała kluczem.
-Gotowa?- zapytała
-I to jak.- Odpowiedziałam rozbawionym tonem
Przekręciła kluczyk w
zamku, który wydał charakterystyczny szczęk.
-O to i twój nowy dom.
Otworzyła drzwi,
gdzie do środka padały oślepiające promyki słońca. Duży pokój, który zachwycał
wyglądem. Ta kolorystyka, meble, wszystko to idealnie ze sobą współgrało.
Ciepłe barwy w Sam raz połączone z zimnymi. Serce zapiszczało z radości. Oj
tak, będzie mi tu dobrze. Na raz przypłynęły kolorowe marzenia dotyczące, które
mogła bym tam spędzić.
-To chyba wszystko. Będziesz miała współlokatorkę. Powinna
być lada chwila. Później jeszcze przyjdę.- i wyszła. Zostałam z Mamą.
Wiedziałam, że teraz będzie ciężko. Chociaż mama chciała mojego szczęścia, to
jednak z pewnością wolałaby, żebym wybrała szkołę bliżej domu.
- Kochanie, ja też już będę się zbierać, przede mną jeszcze
droga powrotna. Liczę, iż będziesz się odzywała do starej matki. Poradzisz
sobie tutaj, prawda?
-No jasne, że tak- Wiedziałam, że będę tęsknić, ale cóż, to
nie koniec świata.- Nie jesteś stara- powiedziałam i podeszłam do niej, aby się
przytulić, bo poczułam nagłe ukłucie w sercu. – Jesteś moją mamą.
-No już, dosyć tego dobrego. Idę i masz być grzeczna.-
ucałowała mnie i okręciła się w kierunku drzwi, a w tym samym czasie, rozległo
się pukanie i do środka pokoju wszedł starszy mężczyzna, taszczący moje
walizki. Mama wyszła, a ja zakłopotana podeszłam do tego jakże uprzejmego pana.
- Och, dziękuję bardzo.
-Nie ma za co, to mój obowiązek, dowidzenia.
-Dowidzenia.
Odszedł, a ja
zostałam sama. No to jedziesz babe.
Złapałam za bagaże,
lecz w tym momencie, ktoś wszedł do pokoju.
Uśmiechnęłam się
serdecznie, widać nowa współlokatorka przyjechała szybciej niż myślałam. I
dobrze. Chętnie kogoś poznam… ale … nie była sama. Była z nią dyrektorka.
Wprowadziła moją współlokatorkę i wyszła. Zaraz nawiązałyśmy wspólny kontakt,
Była z Polski, jaki piękny zbieg okoliczności. Rozmawiałyśmy, plotkowałyśmy.
Kurczę, fajnie byłoby się tak zaprzyjaźnić. Chwile potem rozległo się pukanie
do drzwi. Caroline (bo tak miała na imię moja współlokatorka) podbiegła
radośnie do drzwi i uchyliła je.. W tym momencie wszedł George. Podobno
najprzystojniejszy chłopak w szkole.. . Przynajmniej tak słyszałam, a z tego co
wywnioskowałam musiały być to prawdziwe plotki. Ruch tu dzisiaj jak na dworcu,
pomyślałam. George powiedział parę słów i wyszedł.
Wieczorem odbyło się spotkanie organizacyjne, poszłyśmy tam
razem. Na Sali gimnastycznej było głośno i gwarno. Wszyscy wrzeszczeli, albo
głośno rozmawiali, lecz nagle jak pogrom po tłumie przeszła fala ciszy.
Uczniowie jakby stracili głos, odwróceni w jedną stronę. Na środku dużego
parkietu, który nie został zajęty przez uczniów, pojawiła się Royal. Zaczęła
przemowę. W takich chwilach, słuchanie tego jest tak męczące, że myśli same
płyną w inną stronę. Niestety, tak już mam. Jestem roztrzepana i często nie umiem
skupić się na jednej rzeczy przez dłuższy czas. To było jakby urwał mi się
film, Nim spostrzegłam powiedziała „Dziękuję” i na jej miejscu pojawili się
wychowawcy, czytający nazwiska swoich uczniów. 1a nie, 1b też nie, 1c wybrali
Caroline, a ja? Kiedy ja? Ale… doczekałam się, czasami mam szczęście, szkoda
tylko, że tak rzadko się to zdarza, ale nic podbiegłam do moje współlokatorki i
uściskałyśmy się. W całej już grupie podążyliśmy za naszym nauczycielem Jake’em
Collins’em. Szliśmy w małym tłumku, który przemieszczał się w stronę klasy, a
ja pomyślałam: „Oj tak, to musi się udać.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz