wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 2 :)


Rozdział 2.

 *Oczami Caroline*

 Siedziałam w samochodzie wyglądając przez okno i nie mogłam uwierzyć w to że to wszystko dzieje się naprawdę. Coś niesamowitego ! Mijałam mnóstwo ludzi na ulicach, niektórzy nawet spojrzeli w moją stronę ale raczej z obojętnym nastawieniem.. ale mimo tego ja wciąż patrzyłam na nich z wielką satysfakcją i podziwem. George raczej siedział cicho, co jakiś czas spoglądając w moim kierunku. W końcu George przerwał cisze.

-„Dlaczego akurat Londyn?” – zapytał dość nieśmiało..

-„Hah..” – zaśmiałam się.. -„Dlaczego? Otóż moim marzeniem było zamieszkanie w Anglii ale, kiedy dowiedziałam się o tej szkole zrozumiałam że to coś dla mnie.. że chce spełnić swoje marzenia, a ta szkoła prawdopodobnie nimi jest..”

-„To bardzo interesujące..” – stwierdził..

Chcąc przedłużyć rozmowę zapytałam go:

-„Ty też się tam uczysz?”

-„Nie, ale jestem przewodniczącym samorządu.. tak jakby.. opiekunem” – odparł.

-„Aha, aa daleko jeszcze?” – zapytałam

-„Nie, już dojeżdżamy.. Widzę że już nie możesz się doczekać,hmm?”

-„Tak..”

W sumie cała droga z lotniska do szkoły zajęła nam pół godziny.

 Kiedy dotarliśmy na miejsce nie mogłam nadziwić się własnym oczom. Przede mną stał powalająco piękny, dość nowoczesny, potężny budynek. Było w nim mnóstwo okien. A ja stałam jak wmurowana i wpatrywałam się w to miejsce jak w obrazek. Coś niesamowitego.. Naprawdę.

Dłuższą chwile stałam i nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa.

 W pewnym momencie George stanął obok mnie..

-„Robi wrażenie, co?”

-„Ja nie wierzę, ja po prostu nie wierzę

 że to się dzieje naprawdę!”

-„To uwierz.. Tu rozpoczynasz nowy rozdział w życiu.. wykorzystaj to” – uśmiechnął Się.

W końcu z budynku wyszła kobieta, dość młoda bo na pewno przed 40stką. Była bardzo elegancko ubrana. Podeszła do mnie i z uśmiechem na twarzy zapytała:

-„Czyż to nasza wspaniała Caroline? Mam nadzieję że George był dobrym kierowcą ?”

Pokiwałam głową na tak.

-„Nazywam się Michelle Royal. Jestem dyrektorem tej szkoły. I osobiście chciałam przywitać tak wspaniałą uczennicę. Miło mi cię poznać. Bardzo się cieszę że do nas dołączasz!” – mówiła to z takim entuzjazmem, z jakim rzadko można było się spotkać w dzisiejszych czasach.

- „Dziękuję bardzo. Nazywam się Caroline Enderson (Nazwisko miałam po tacie.. którego ojciec, czyli mój dziadek był Brytyjczykiem.) ”

-„Ależ wiem jak się nazywasz! Długo Cię oczekiwaliśmy moja droga.. Chodź pokażę ci twój pokój..a George zajmie się twoimi bagażami.”

-„Oczywiście, z wielką przyjemnością” – odpowiedział George.

 Pani Royal pokierowała mnie w stronę budynku. Kiedy weszłyśmy nie byłam już w stanie się ogarnąć.

Bardzo ładnie urządzone korytarze.. bardzo przytulne.. aż chciało się tam być. Szłyśmy długim korytarzem.. po bokach stały gabloty z nagrodami, pucharami i dyplomami za osiągnięcia chyba w każdej dziedzinie jaką można było by sobie wymyślić. Naprawdę robiły duże wrażenie. Mniej więcej w połowie korytarza były nie duże schody. Weszłyśmy na pół piętro gdzie były 4 windy. Pani Royal wcisnęła przycisk i kazała zaczekać na jedną z wind. Nie potrwało to długo. Drzwi windy otworzyły się.

Weszłyśmy do niej po czym kobieta wcisnęła przycisk z numerem 3, co mogło oznaczać tylko jedno.

Że będę mieszkać na 3 piętrze. To nie jest zbyt dobra nowina, gdyż mam dość duży lęk wysokości.. No ale mniejsza o to. Przecież nikt nie będzie mi kazał podchodzić do okna czy wyglądać przez nie, prawda?

 Drzwi windy otworzyły się i ujrzałam tak samo zadbany korytarz jak na parterze, tyle że nie było na nim gablot z nagrodami. Przede mną i za mną ciągnący się długi korytarz. Wychodząc z windy poszłyśmy w lewo.. dalej wciąż prosto.. aż do momentu kiedy doszłyśmy do „skrzyżowania”.

Oczywiście wzdłuż całego korytarza rozmieszczone były pokoje..

 Na tym „skrzyżowaniu” p. Michelle kolejny raz poprowadziła mnie w lewo.

„Boże przecież ja się tu zgubię ! ” pomyślałam, no ale pani M. dalej prowadziła..

„Biedny George.. będzie musiał dźwigać całą tonę moich walizek aż taki kawał” kolejna myśl wtargnęła mi się do głowy.

„O proszę! Kolejne skrzyżowanie! No nie! ludzie zabijcie mnie proszę, ja już nie wiem gdzie jestem! Daleko jeszcze?!” wykrzyczałam markotnie w myślach.

 Tym razem skręciłyśmy w prawo.. zatrzymałyśmy się mniej więcej po środku tego korytarza gdzie po lewej stronie p. Royal wskazała mi pokój z numerem 326. Chwyciła za klamkę uprzednio pukając i otworzyła drzwi.

 Wskazała mi dłonią na otwarty pokój tak jak by chciała zaprosić mnie do środka. Więc weszłam do środka kierując podziękowania do dyrektorki która przepuściła mnie w drzwiach. W środku była już jakaś dziewczyna. Pokój był 2-osobowy.. wnioskując po 2 łóżkach. Był bardzo duży jak na „szkolny”. Bardzo czysto i schludnie wszystko ogarnięte.

-„Katrine, oto twoja współlokatorka. Mam nadzieję że się polubicie!”- Powiedziała dyrektorka.

- „Cześć jestem Katrine , a ty?”

-„Caroline, miło cie poznać” – odpowiedziałam.

-„Mnie też!” – uśmiechnęła się szeroko.

 W pokoju stały już walizki Katrine.. łóżko żadne jeszcze nie było zajęte.

-„No dziewczyny, zapoznajcie się i rozgośćcie.. po prostu czujcie się jak u siebie w domu.

 Caroline, George zaraz doniesie twoje bagaże. O godzinie 6pm będzie krótki apel w Sali gimnastycznej która znajduje się na parterze. Od wind schodzicie po schodkach i skręcacie w lewo..kawałek dalej po prawej znajduje się sala. Mam nadzieje że traficie. Tam właśnie poznacie swoich wychowawców. Do zobaczenia!”

-„Dziękujemy, do widzenia pani Royal.”- odparłyśmy.

-„Too jesteś z Anglii?” – zapytała Katrine.

-„Nie, jestem Polką.. ale zakładam że ty jesteś stąd..?”

-„Tak, jestem z Liverpool’u. Naprawdę jesteś Polką? Wow. Jak na Polkę twój angielski jest perfekcyjny!”

-„Naprawdę tak sądzisz? Dziękuję! Ile masz lat?”

-„16, a ty? Teraz idę do 1 liceum..”

-„Ja też ! Uff jak to dobrze! Może przynajmniej trafimy razem do klasy !”

-„Noo, było by świetnie! ”

W pokoju, jak już mówiłam stały dwa łóżka. Jedno stało bliżej okna a dalej od drzwi.. a drugie odwrotnie..

 Podeszłam do łóżka bliżej okna i zapytałam:

-„Mogę wziąć to łóżko?”

-„Jasne! Ja od początku chciałam to przy ścianie.”

I tak oto głupia ja wybrałam sobie łóżko przy oknie.. Oczywiście nie dosłownie przy oknie.

 Okno było w tej ścianie.. ale raczej bliżej szaf które stały na drugim końcu pokoju. Pomiędzy tymi szafami była komoda. Średniej wielkości.. A na niej stał telewizor i DVD.

 Przy każdym łóżku stała szafka nocna.. a na niej lampka..

 Szafka miała 3 szuflady. Zaraz za moim łóżkiem.. bliżej szaf.. były drzwi do łazienki.

 Kiedy weszłam do niej myślałam że zdechnę. W środku znajdowały się 2 umywalki, wielkie lustro, klozet i piękna duża wanna. A to wszystko było urządzone w tak nowoczesnym stylu.

 Chyba nie trudno sobie wyobrazić jak się poczułam – jak w 5 gwiazdkowym hotelu!

 W tym samym momencie ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam do nich i otworzyłam je. Stał w nich uśmiechnięty (chyba jak zawsze) George z moim bagażami. Wstawił je do środka.

-„Dziękuję Ci George!”

-„Ależ nie ma za co Caroline, już Ci mówiłem że to czysta przyjemność. Do zobaczenia na apelu!”

-„Do zobaczenia! Jeszcze raz dziękuje !”

-„Naprawdę nie masz za co!”- odpowiedział i kolejny raz się uśmiechnął.

„Niesamowite, ludzie tutaj są tacy mili, bezinteresowni.. to wspaniałe!”- pomyślałam.

 Po chwili usłyszałam wrzask który wydała z siebie Katrine.

-„Co się stało?” – zapytałam.

-„To ty go znasz? I jesteście sobie „Na Ty”?”

-„Takk, przywiózł mnie do tej szkoły z lotniska.. po drodze trochę pogadaliśmy i wgl. Aaa to źle?”

-„Żartujesz sobie?! To podobno najprzystojniejszy i najpopularniejszy człowiek w tej szkole!”

-„Naprawdę?”

-„Tak! I w dodatku wpadłaś mu w oko!”

-„Co ty gadasz.. To nie prawda.. Po prostu jest bardzo miły i chciał mi pomóc..”

-„Wmawiaj sobie..”- odpowiedziała pewna siebie i tego co mówi.

 Przystąpiłam do rozpakowywania walizek.

 Kiedy skończyłam, okazało się że w mojej szafie jest jeszcze sporo miejsca. Dobrze się składało bo rodzice mieli mi jeszcze dosłać jedną dużą walizkę.. gdyż nie dałabym rady przytargać trzech niemalże większych ode mnie walizek! Jestem silna, ale bez przesady.

 Kiedy obie się już rozpakowałyśmy , usiadłyśmy na swoich łóżkach i zaczęłyśmy gadać.

Chciałyśmy się lepiej poznać. Na pierwszy rzut oka Katrine wydawała się naprawdę spoko.

 Po dłuższej rozmowie na szczęście tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu. Dogadujemy się naprawdę dobrze. Chyba lepiej trafić nie mogłam.

 Kiedy wielkimi krokami zbliżała się godzina 6. Wstałyśmy i poszłyśmy na apel.

 Dzięki Bogu, udało nam się trafić na czas – Dzięki Bogu, bo bałyśmy się że zgubimy się w tych korytarzach.. ale udało nam się tego uniknąć.

Kiedy już wszyscy zebrali się na Sali, Dyrektorka zaczęła przemowę.

„Witajcie kochani. Z niektórymi nie miałam niestety przyjemności przywitać się osobiście, więc witam was teraz. Dla tych którzy jeszcze nie wiedzą.. Nazywam się Michelle Royal i jestem dyrektorem tej szkoły. Liczę na to że ten rok szkolny przyniesie wam dużo nowych osiągnięć.. a teraz oddaje głos po kolei wychowawcom: Klasy 1a, 1b, 1c, 1d, 2a,2b,2c,2d,3a,3b,3c oraz 3d którzy na głos wyczytają Imiona i Nazwiska swoich wychowanków. Po usłyszeniu swojego nazwiska proszę po cichu wstać i podejść do nauczyciela, który potem omówi z wami zasady panujące w tej szkole. Miłego dnia.” Pierwsza czytała wych. 1a..

 Nie, to nie moja klasa ale i też nie Katrine.. Nasza nadzieja na bycie razem w klasie rosła.

 Następnie czytała wych. 1b.. I co się okazało to też nie była nasza klasa.

 Tym razem na środek wyszedł wychowawca. Bardzo młody, z pogodną twarzą. Wyczytał kilka nazwisk i w końcu usłyszałam „Caroline Enderson”. Ucieszyłam się bo ten wychowawca wydawał się na w miarę normalnego człowieka, ale martwił mnie tylko fakt czy Katrine będzie ze mną w klasie.

 Wyczytał kolejne 3 nazwiska aż w końcu wyczytał Katrine. Ucieszyłam się jak dziecko!

 Katrine podbiegła do mnie i z radości rzuciła mi się na szyje. Szczerze mówiąc pomyślałam że się zaprzyjaźnimy. Przynajmniej taką miałam nadzieje. Kiedy wychowawca wyczytał wszystkie imiona swojej (naszej )klasy, przekazał mikrofon kolejnej wychowawczyni i zabrał nas do Sali numer. 12 która znajdowała się na parterze w korytarzu, większy kawałek za salą gimnastyczną. Na początek nam się przedstawił.. „Witajcie, nazywam się Jake Collins i będę waszym wychowawcą do końca liceum. Jesteście klasą 1c. A ja jestem nauczycielem biologii.”

A potem zaczął z nami omawiać zasady.. W sumie nic wielkiego i zadziwiającego to w tych zasadach nie było.

 Np. że nie można żuć gumy podczas zajęć, że podczas lekcji wymagana jest biała koszula a reszta stroju jest dowolna, że cisza nocna obowiązuje od 11pm-6am rano (to chyba była jedyna rzecz która mnie zaskoczyła) oraz że o 11pm najpóźniej musimy wracać do internatu i nie można nam z wychodzić z pokoi do godziny 6am. Wliczone w to także są ewentualne odwiedziny. Powiedział że bardzo by prosił żeby każdy, bez wyjątku kiedy wychodzi- wpisywał się na listę która znajduje się przy wejściu głównym. Trzeba tam będzie pisać imię i nazwisko, datę i godzinę wyjścia oraz przyjścia.. klasę i nr identyfikatora (które każdy z nas dostanie jutro podczas pierwszej lekcji) a wszystko dlatego żeby mieli kontrole kto kiedy wychodzi i wraca. Zajęcia w tej szkole zaczynają się na 9.30, jedna lekcja ma 45 minut a przerwy trwają 15 min. Po 4 lekcjach jest przerwa na lunch która trwa godzinę.

Śniadanie mamy tu o 8.30, obiad o 16 a kolacje o godzinie 19.30.

 Gdzie kolacja nie jest obowiązkowa.. ponieważ jest zezwolone wyjście poza teren internatu.

 A właśnie! Mamy tu ogromny teren poza budynkiem! Jest tu mnóstwo boisk, jest hala basenowa itp.

 Po całym tym apelu wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Ja osobiście najpierw wzięłam kąpiel.. umyłam się.. a potem położyłam się do łóżka. Przed snem napisałam jeszcze sms’a do rodziców co i jak. I życzyłam im dobrej nocy. Chwile po tym zasnęłam.. po dniu pełnym wrażeń

 

 

 

 

*Oczami Katrine*

 Kap, kap- kap, kap, małe krople porannego deszczu spadały monotonnie na przednią szybę auta mamy. Przy szybkiej jeździe drzewa na poboczu wyglądały jak rozmazane. W radio skończyła się piosenka, a zaczęły reklamy przed kolejną listą dziesięciu hitów. Spojrzałam na mamę. Patrzyła uważnie na drogę, skupiona na tym, aby nie spowodować żadnego wypadku. Również zerknęła na mnie i uśmiechnęła się ciepło tym jednym ze swoich ośmiu uśmiechów .

- Bardzo się denerwujesz? Wiem, że nie. Nie umiała byś. Kiedy wokół rozpoczyna się nowy rozdział, ty zazwyczaj skaczesz z radości nie mogąc doczekać się początku. Zawsze pewna siebie, radosna kiedy wydaje się, że nie sposób być. Ty zawsze widzisz pozytywne strony w szarej rzeczywistości. – uśmiechnęła się szerzej- Więc kochani, pierś do przodu, uśmiech na ustach i uprzejmość w sercu. Zresztą co ja ci będę tłumaczyć, skoro bardzo często to ja uczę się tego od ciebie. Więc chyba powinnam powiedzieć ci tylko jedno, baw się dobrze i pamiętaj, że Cię kocham.

- Ja tez Cię kocham i dziękuję… za wszystko.

 Samochód wtoczył się na wielki podjazd terenu szkoły. Wielki budynek pobudowany był na środku placu. Na całym parkanie była ułożona kolorowa kostka. Wysiadłyśmy z samochodu wprost na schody prowadzące do wnętrza budowli. Kiedy weszłyśmy do środka, zalała mnie fala przyjemnego, chłodnego powietrza w którym czuć było zapach cytrusów. Przestronny hol sprawiał oniemiające wrażenie. Wręcz połyskiwał złotem, które błyskało z ogromnej liczby statuetek i pucharów zawieszonych w gablocie na jasnej ścianie. Zza rogu wyszła wysoka brunetka ubrana w czerwony żakiecik.

- Dzień dobry – powiedziała uprzejmym tonem

- Dzień dobry – przywitałyśmy ją również

- Zapraszam, nowa uczennica jak mniemam?

 -Tak, Katrine Hamilton.

-Miło mi, Dyrektor Michelle Royal, witamy w naszych skromnych progach. Proszę za mną, zaraz sprawdzimy w którym jesteś pokoju.

-Dziękuję. – powiedziałam i podreptałam za Panią Dyrektor w swoich brązowych balerinach za jej wysokimi czarnymi szpilkami, które kiedy ich obcas stykał się z zimną płytą posadzkową, wydawały charakterystyczny odgłos.

 Weszłyśmy do eleganckiego gabinetu. Na wprost stało ciemne, pokaźne biurko, wypełnione papierami, a zaraz za nim piękny kominek. Na lewo pod oknem dwie skurzane kanapy, a na prawo całkiem sporych rozmiarów biblioteczka.

-Już patrzę. – Royal przerzuciła kartki grubej książki- Hamilton, Hamilton- Jechała palcem w dół strony.- Jest!- krzyknęła zadowolona- Pokój 326, trzecie piętro. Zapraszam za mną. Walizki zaraz ktoś przyniesie.

 Wyszłyśmy na korytarz, by móc przedostać się do wind. Nacisnęłam srebrny guzik i nim upłynęło 20 sekund, drzwi otworzyły się i naszym oczom ukazało się lustrzane pomieszczenie. Mama wybrała przycisk z numerem trzy i winda wzbiła się do góry. Nowoczesna technika równa się ekspresowe tempo, więc nie zdążyłam nawet mrugnąć, kiedy to dojechałyśmy na miejsce. Wydostałyśmy się na zewnątrz i dyrektorka pomachała kluczem.

-Gotowa?- zapytała

-I to jak.- Odpowiedziałam rozbawionym tonem

 Przekręciła kluczyk w zamku, który wydał charakterystyczny szczęk.

-O to i twój nowy dom.

 Otworzyła drzwi, gdzie do środka padały oślepiające promyki słońca. Duży pokój, który zachwycał wyglądem. Ta kolorystyka, meble, wszystko to idealnie ze sobą współgrało. Ciepłe barwy w Sam raz połączone z zimnymi. Serce zapiszczało z radości. Oj tak, będzie mi tu dobrze. Na raz przypłynęły kolorowe marzenia dotyczące, które mogła bym tam spędzić.

-To chyba wszystko. Będziesz miała współlokatorkę. Powinna być lada chwila. Później jeszcze przyjdę.- i wyszła. Zostałam z Mamą. Wiedziałam, że teraz będzie ciężko. Chociaż mama chciała mojego szczęścia, to jednak z pewnością wolałaby, żebym wybrała szkołę bliżej domu.

- Kochanie, ja też już będę się zbierać, przede mną jeszcze droga powrotna. Liczę, iż będziesz się odzywała do starej matki. Poradzisz sobie tutaj, prawda?

-No jasne, że tak- Wiedziałam, że będę tęsknić, ale cóż, to nie koniec świata.- Nie jesteś stara- powiedziałam i podeszłam do niej, aby się przytulić, bo poczułam nagłe ukłucie w sercu. – Jesteś moją mamą.

-No już, dosyć tego dobrego. Idę i masz być grzeczna.- ucałowała mnie i okręciła się w kierunku drzwi, a w tym samym czasie, rozległo się pukanie i do środka pokoju wszedł starszy mężczyzna, taszczący moje walizki. Mama wyszła, a ja zakłopotana podeszłam do tego jakże uprzejmego pana.

- Och, dziękuję bardzo.

-Nie ma za co, to mój obowiązek, dowidzenia.

 -Dowidzenia.

 Odszedł, a ja zostałam sama. No to jedziesz babe.

 Złapałam za bagaże, lecz w tym momencie, ktoś wszedł do pokoju.

 Uśmiechnęłam się serdecznie, widać nowa współlokatorka przyjechała szybciej niż myślałam. I dobrze. Chętnie kogoś poznam… ale … nie była sama. Była z nią dyrektorka. Wprowadziła moją współlokatorkę i wyszła. Zaraz nawiązałyśmy wspólny kontakt, Była z Polski, jaki piękny zbieg okoliczności. Rozmawiałyśmy, plotkowałyśmy. Kurczę, fajnie byłoby się tak zaprzyjaźnić. Chwile potem rozległo się pukanie do drzwi. Caroline (bo tak miała na imię moja współlokatorka) podbiegła radośnie do drzwi i uchyliła je.. W tym momencie wszedł George. Podobno najprzystojniejszy chłopak w szkole.. . Przynajmniej tak słyszałam, a z tego co wywnioskowałam musiały być to prawdziwe plotki. Ruch tu dzisiaj jak na dworcu, pomyślałam. George powiedział parę słów i wyszedł.

Wieczorem odbyło się spotkanie organizacyjne, poszłyśmy tam razem. Na Sali gimnastycznej było głośno i gwarno. Wszyscy wrzeszczeli, albo głośno rozmawiali, lecz nagle jak pogrom po tłumie przeszła fala ciszy. Uczniowie jakby stracili głos, odwróceni w jedną stronę. Na środku dużego parkietu, który nie został zajęty przez uczniów, pojawiła się Royal. Zaczęła przemowę. W takich chwilach, słuchanie tego jest tak męczące, że myśli same płyną w inną stronę. Niestety, tak już mam. Jestem roztrzepana i często nie umiem skupić się na jednej rzeczy przez dłuższy czas. To było jakby urwał mi się film, Nim spostrzegłam powiedziała „Dziękuję” i na jej miejscu pojawili się wychowawcy, czytający nazwiska swoich uczniów. 1a nie, 1b też nie, 1c wybrali Caroline, a ja? Kiedy ja? Ale… doczekałam się, czasami mam szczęście, szkoda tylko, że tak rzadko się to zdarza, ale nic podbiegłam do moje współlokatorki i uściskałyśmy się. W całej już grupie podążyliśmy za naszym nauczycielem Jake’em Collins’em. Szliśmy w małym tłumku, który przemieszczał się w stronę klasy, a ja pomyślałam: „Oj tak, to musi się udać.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz