Rozdział 3
*Oczami Caroline*
Dzień po dniu, może z
małymi przygodami.. mijał pierwszy rok szkolny liceum.
23 czerwca. Dzień
przed zakończeniem roku. Tak już zleciał cały rok szkolny.. Ale to może i
lepiej bo już pojechałabym gdzieś na wakacje. Będzie mi ciężko rozstać się z
Katrine choćby na 2 tygodnie.. Bardzo zbliżyłyśmy się do siebie. I wiecie co?
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej przyjaciółki.
Może nie znamy się aż
tak długo bo tylko 10 miesięcy.. ale znamy się na wylot.. wiemy o sobie
wszystko i wspieramy się każdym momencie.
Nie będę wam teraz
opowiadać jak mijał rok.. bo w sumie nic ciekawego się nie działo..
generalnie.. monotonia.. chociaż z Katrine bardzo starałyśmy się żeby nie było
nam nudno.
To tak jak by zamknąć
dwójkę nastolatków z ADHD w jednym pokoju i kazać siedzieć w miejscu.. gdzie
każde z nich ma milion pomysłów na minutę i ogromną ochotę do ich
zrealizowania. Nierealne, co ? I podobnie było w naszym przypadku.. milion
pomysłów na minutę i zamknięty pokój. Tyle że ten pokój był cały dla nas.. i
nikt nie pilnował nas żebyśmy siedziały na dupie. Motywujące, prawda?
No mniejsza o to. Tego
dnia po lekcjach (w sumie ciężko to nazwać lekcjami bo siedzieliśmy tylko w
klasie i gadaliśmy pomiędzy sobą..) postanowiłyśmy z Katrine wyjść na miasto..
na kawę, coś zjeść i uczcić koniec roku. Wyszykowałyśmy się, chwyciłyśmy
torebki i pokierowałyśmy się w stronę wyjścia.
Na dole przy wejściu
głównym musiałyśmy się wpisać w księgę. Te wpisy w moim przypadku wyglądały
tak: Caroline Enderson 23 czerwca 2012. Godzina 5pm. Nr identyfikatora: 970309.
No i oczywiście podpis ucznia.
Kiedy dotarłyśmy na
Oxford Street od razu udałyśmy się w kierunku Subway’a. Stwierdziłyśmy że
szybciej będzie kiedy ja skocze po naszą ulubioną kawe, a Katrine po jedzenie.
Więc rozdzieliłyśmy się i chcąc jak najszybciej załatwić to co miałyśmy do
załatwienia- udałyśmy się w swoje strony.
Zbliżałam się już do
kolejnego przejścia dla pieszych kiedy dostałam sms’a. Szybko sięgnęłam ręką do
torebki by wyjąć telefon. Spojrzałam na ekran. Kiedy doszłam do przejścia
zatrzymałam się żeby się rozejrzeć czy nic nie jedzie.. No i nie jechało.. a
nawet jeśli to samochód był bardzo daleko.. a światło dla pojazdów było
czerwone.. więc wyszłam na pasy.. I znów zanurzyłam wzrok w komórce. Nagle
usłyszałam głośny pisk opon.. Podniosłam głowę i spojrzałam w lewo po czym
poczułam dość mocne stuknięcie. Na tyle mocne że upadłam.
Z samochodu wybiega
młody chłopak z kręconymi włosami.
-„Boże, Przepraszam! Nic ci nie jest?! Jezu co ja
zrobiłem!?” – rozległ się jego pół-wrzask.
Chłopak podbiegł do
mnie i zaczął pomagać mi wstać. Na początku nie za bardzo wiedziałam co się
dzieje. Ale po chwili zdałam sobie sprawę że chłopak który mnie potrącił to
Harry Styles.. ten z One Direction.
-„Weź te ręce pajacu! Poradzę sobie, nic mi nie jest! Co ty
sobie myślisz w ogóle ?” – niemalże wykrzyczałam to w jego kierunku.
-„Przepraszam! Naprawdę nie chciałem! Chce ci pomóc!”
-„Jak widzisz świetnie sobie radze sama. Dziękuje za twoją
pomoc. Dobrze że chociaż przeprosiłeś” – Odpysknęłam.
-„Wsiądź do samochodu, zawiozę cię do szpitala.”
-„No chyba żartujesz? Nigdzie nie jadę, nie ma opcji!”
-„No chyba nie myślisz że tak bym cię tu zostawił?”
-„Szczerze to właśnie taką miałam nadzieje…”
-„Nie buntuj się proszę. Skoro nic ci nie jest to dlaczego
tak boisz Się jechać do szpitala?”
-„Nie boję! Po prostu nie ma potrzeby tam jechać! Ugh.
Możesz dać już mi spokój?”
-„No proszę, chyba nie chcesz mi powiedzieć że boisz się
lekarzy?”
-„Yyyy nie?? Czy ty zawsze jesteś taki upierdliwy?!”
-„No to skoro się nie boisz to wsiądź proszę do samochodu.
Chce mieć pewność że nic ci się nie stało..”
-„A ty znowu swoje. Wiesz że kiedy ktoś zadaje ci pytanie..
to się na nie odpowiada? ”
-„To jak, wsiądziesz?”
-„Nie chce jechać do żadnego szpitala, czy to do ciebie
dociera?! Czy może sms’a ci wysłać” – odpowiedziałaś już totalnie
zbulwersowana.
-„Jeśli sama nie wsiądziesz, to ja cie tam posadzę i zawiozę
do tego szpitala, czy tego chcesz czy nie.. Więc chyba lepiej iść na ugodę,
co?”
-„Nigdzie z tobą nie jadę! Który raz ci to już powtarzam?!
Dzięki za troskę. Przepraszam, ale się spieszę.”
Odwróciłam się tyłem i ruszyłam dalej..
Nagle poczułam że
ktoś łapie mnie w pasie i przerzuca przez ramie, kierując się do samochodu.
-„Zostaw mnie! Odbiło ci!? Puszczaj!” – Krzyczałam i do tego
mocniej klepałam go w plecy.
-„Powiedziałem przecież że jeśli sama nie wsiądziesz to ja
cię tam posadzę, prawda?”
-„Odpuść sobie te dobroduszność i zajmij się swoimi
sprawami, co?”
Bez słowa posadził mnie na miejsce pasażera i kazał zapiąć
się w pasy.
Zamknął drzwi ,
przeszedł na miejsce kierowcy i ruszył. Dłuższą chwile panowała całkowita cisza
a ja siedziałam nadąsana wyglądając przez okno. W pewnym momencie przypomniałam
sobie że miałam zaraz wrócić z kawą do Katrine. Więc szybko wyjęłam telefon z
torebki i napisałam jej sms’a że bardzo ją przepraszam ale że spotkamy się w
umówionym miejscu tyle że za 2 godziny i że oczywiście przyniosę nasze kawy.
Po chwili w
samochodzie rozległ się dość głośny dźwięk przychodzącej wiadomości.
Harry spojrzał w moim
kierunku.
-„Chłopak?” – zapytał z zadziornym i zaciekawionym
uśmieszkiem.
-„Nie twój interes.”
I dalej zanurzyłam wzrok w ekranie telefonu. Katrine
napisała:
„Ok! Widzimy się za 2 godziny.. Mam do załatwienia pewną
sprawę ale wszystko opowiem Ci jak się spotkamy. Kocham cię mała. xxx”
W tym momencie wtrącił się Harry.
-„Tak tylko pytam. Dlaczego jesteś do mnie tak wrogo
nastawiona, hę?”
-„Wcale nie jestem!”- odpowiedziałam.
-„Owszem, jesteś.”
-„Nie. A w ogóle dlaczego niby tak myślisz? - odpowiedziałam
z lekko naburmuszoną miną.
-„Cały czas mi odpyskujesz. Siedzisz zbuntowana jakbyś
siedziała tu za kare..”
-„To nie prawda. A odpyskuje bo jestem zdenerwowana całą tą
sytuacją.. dziwisz mi się?”
-„Nie no w sumie nie dziwie. A tak w ogóle to Harry jestem.”
– wyciągnął swoją prawą dłoń w moją stronę.
-„Caroline.” – odpowiedziałam już z mniej wrogim
nastawieniem ale wciąż ostrożnym.
-„Miło Cię poznać Caroline, szkoda tylko że w takich
okolicznościach.. nie sądzisz?”
-„Tak, jeżeli już miałabym wybierać to też wybrałabym inne
okoliczności. Daleko jeszcze?”
-„Nie, dość blisko. Naprawdę przepraszam cię za tą całą
sytuacje..”
-„Nic nie szkodzi.. Nic mi nie jest.”
-„To się zaraz okaże. Ale miejmy nadzieje że masz racje.”
Zaczęłam pisać odpowiedź zwrotną do Katrine kiedy torebka
upadła mi na ziemię i wysypało się z niej parę rzeczy. Nachyliłam się i je
pozbierałam.
„Tak”- pomyślałam kiedy zgasł silnik samochodu.
-„Jesteśmy” – powiedział i spojrzał się w moim kierunku.
Wysiedliśmy z
samochodu i poszliśmy na ostry dyżur. Musiałam tam podać swoje dane, dać
dokumenty i w ogóle.. kiedy załatwiłam formalności, recepcjonistka skierowała
mnie do poczekali znajdującej się obok gabinetu w którym miano mnie przyjąć.
Siedząc w poczekalni zaczęłam przeglądać pisma które leżały
na stoliku. W jednym z czasopism był cały artykuł o One Direction.. więc szybko
przerzuciłam na kolejną stronę (bo przecież nie będę czytać takiego artykułu
kiedy nade mną kręci jeden z członków tego zespołu!). Harry chodził w kółko… w
tą i z powrotem. Dosłownie jakby czekał aż lekarz otworzy drzwi i powie „Panie
Styles, ma pan córeczkę.”
-„Czy możesz usiąść?”- zapytałam grzecznie.
-„Dlaczego? Zawsze kiedy się denerwuje chodzę w kółko..”
-„Skoro to ci pomaga to sobie chodź.. tylko czym ty się niby
tak denerwujesz?”
-„No jak to czym? Twoim zdrowiem!”
-„Dziękuje Ci, ale naprawdę nic mi nie jest!”
-„To stwierdzi lekarz.. ”
Harry zaczął mi się przyglądać.. Podniosłam na niego wzrok
ze znakiem zapytania w oczach..
-„Jesteś śliczna, wiesz? Uparta, ale śniczna..”
Zaczerwieniłam się jak chyba jeszcze nigdy.
W tym momencie na
korytarzu było słuchać dość głośno wypowiedziane zdanie:
„Boże mamo patrz! Przecież to Harry Styles!” i rozległ się
pisk.
Chwile potem
dziewczyna stała już przy Harrym i prosiła o autograf i zdjęcie.
Drzwi od gabinetu
otworzyły się a w nich stanął doktor.
-„Pani Caroline Enderson, zapraszam do gabinetu”
-„Ja tu na Ciebie poczekam” – powiedział Harry.
-„OK.”- odpowiedziałam i weszłam do gabinetu.
Lekarz dokładnie mnie
zbadał, porobił badania i stwierdził że nic mi nie jest tylko że mogę się źle
czuć przez parę dni i może boleć mnie głowa.
Po wyjściu z gabinetu
chłopak dokładnie wypytał mnie co powiedział lekarz. Więc mu opowiedziałam co i
jak. I odwiózł mnie w pod samą kawiarnie w której miałam kupić kawę.
-„Dziękuje za pomoc. I za poświęcenie czasu. Iii następnym
razem patrz czy ktoś nie wchodzi na pasy.” – zaśmiałam się.
-„Nie ma za co. Dasz sobie dalej rade? Naprawdę miło było
Cie poznać.. mam nadzieje że się jeszcze kiedyś spotkamy tyle że milszych
okolicznościach..”
-„Może.. W każdym bądź razie jeszcze raz dziękuje. Jasne że
dam radę. Cześć”
-„Do zobaczenia!” – Uśmiechnął się.
Poszłam po kawę i spotkałam się z Katrine..
Po drodze do
internatu Katrine wszystko mi opowiedziała co się działo, następnie ja
opowiedziałam jej moją przygodę. W pokoju Katrine się przebrała i ponownie
wyszłyśmy na miasto tym razem do spożywczaka po coś na kolacje.
Zatrzymałyśmy się
przy regale z jogurtami i spostrzegłam chłopaka który mnie dziś potrącił.
-„Katrine! Tam stoi ten chłopak który mnie potrącił!” –
Trąciłam ją łokciem i wyszeptałam jej to do ucha.
-„Gdzie…? Żartujesz?! To jest przecież ten który oblał mnie
colą!”
„Ten drugi to chyba też z One Direction..”- pomyślałam.
-„O matko!” – szybko odwróciłyśmy twarze z powrotem w
jogurty.
Usłyszałam szepty za
swoimi plecami..
-„Zayn.. patrz, widzisz te dwie dziewczyny stojące przy
jogurtach ?”
-„Tak, co z nimi?”
-„Ta brunetka to ta dziewczyna którą potrąciłem..”
-„Serio? Czekaj przyjrzę się im..”
-„Coś w niej takiego jest co mnie do niej ciągnie..”
-„Ej.. ta blondynka to ta którą oblałem piciem.. yyyyy co
mówiłeś?!”
-„Nie, nie nic.. Na serio? Podejdźmy tam!”
-„Katrine!”
-„Co, co, co się dzieje?”
-„Idą tu! Ty weź coś zrób !”
-„Ale co ja niby mam zrobić?!”
-„Dobra udajemy że ich nie widzimy i wybieramy jogurty. ”
Po chwili rozlega się głos..
-„Haha, no proszę .. jednak się jeszcze spotkaliśmy.. ” –
zaśmiał się Harry.
-„O! Co ty tu robisz? Haha no właśnie, szczerze mówiąc
szybciej niż się tego spodziewałam..”- Udawałam że wcześniej ich nie
zauważyłam.. bo w tym momencie wydawało mi się że najlepszym wyjściem będzie
rżnąć głupa.
-„Może to przeznaczenie?”- ciągnął ..
-„Może..” – kolejny raz odpowiedziałam właściwie nie wiadomo
co.
*W tym samym
czasie..*
-„Widzę że już się przebrałaś uparciuchu..” – powiedział
Zayn.
-„Tak. Ale następnym razem mógłbyś bardziej uważać.”
-„No przecież cie przeprosiłem ..”
-„Czy ja coś mówię ?”
-„Przepraszam, ale się spieszymy.. musimy już iść. Miło było
was poznać.. Na razie” – Powiedziałam, uśmiechnęłam się i wzięłam Katrine pod
rękę i poprowadziłam w stronę kas.
Po powrocie do
internatu oczywiście szybko się wykąpałyśmy i położyłyśmy do łóżek nawet nie
włączając TV. Szybko napisałam jeszcze sms’a „na dobranoc” do rodziców i
poszłam spać bo jutro zakończenie jest o 10.
*Oczami Katrine*
No tak, to było jakiś
rok temu… nie dokładnie dziesięć miesięcy. Najwspanialsza przyjaciółka jaką
można by było sobie wymarzyć i chociaż nie jest to może długi czas, ale podobno
przyjaźnie na całe życie są zawsze z liceum. Nigdy nie przepuszczałam, że będę
miała osobę inną niż moja siostra, która wiedziała by wszystko o mnie i ja o niej,
bo chociaż zawsze staram się być szczęśliwą wariatką i utrzymywać dobre
stosunki, to zawsze coś było nie tak. Myślałam, że nigdy nie odnajdę swojej
przyjaciółki, tak jak cały czas myślę, że nie odnajdę drugiej połówki jabłka.
Taka prawda. Bycie osobą neutralną, ma swoje wady i zalety. Wszyscy cię lubią,
ale nie tak, żeby się z tobą przyjaźnić, wszystkim się podobasz, ale nie tak,
że chcieli by z tobą być. Proste, ale gdy coś idzie nie tak to sobie
wymarzyliśmy może być bardzo bolesne. No ale cóż moim mottem zawsze było to, że
musi być źle, aby później było lepiej.
Ostatniego dnia
szkoły wybrałyśmy się na miasto. Było wręcz upalnie. Żar lał się z nieba, a
bluzka którą miałam na sobie po prostu się do mnie przykleiła. Długa kolejka
posuwała się wręcz mozolnie. Spojrzałam na zegarek w wyświetlaczu komórki
dziesięć po piątej. Wszystko jeszcze bardziej mi się dłużyło, przez nagłą
potrzebę skorzystania z łazienki. Niestety nie mogłam nic z robić, bo z tyłu za
mną pojawiało się co chwilę co raz więcej nowych osób. Pozostało mi tylko
czekać. Skrzyżowałam moje lepkie od potu nogi, spojrzałam w dół na brudno białe
kafelki podłogi w subway’u. W uszach cały czas miałam melodie piosenki, której
wcale nie chciałam nucić. Przecież nawet jej nie lubiłam, a tym czasem to
właśnie ona była przywoływana co rusz przez mój mózg. Swoją drogą mózg jest
dziwnym organem, tak jak wszystko w około nas gdyby się głębiej nad tym
zastanowić. Z sekundy na sekundy moje myśli kotłowały się na co raz to inny
temat. Spojrzałam w górę, jeszcze dwie osoby, to tylko dwie osoby, dasz radę
mała. Mój brzuch bolał mnie okropnie, ale nie wiedziałam czy od tego, że jestem
tak strasznie głodna czy od tego, że potrzebowałam przyspieszonego ekspresu,
który jechał by w kierunku wc. Kolejka posunęła się. Została jedna osoba przede
mną, a moje ślinianki zaczęły szybciej pracować, kiedy tylko poczuły zapach
świeżo upieczonego pieczywa. Z pośród szmeru wyrazów i słów, które latały w
około mnie niczym bumerangi odbijające się od ściany, dało się wychwycić: „Dziękuję.
Zapraszamy ponownie. Następny proszę.” Podniosłam ociężałą nogę do przodu, a
spuszczoną głowę do góry. Zrobiłam krok do przodu i był to najgorszy krok w
moim życiu. Osoba która stała przede mną jakoś nie pomyślała, aby dać krok w
bok, jak robili to inni klienci, lecz okręcił się na pięcie chcąc wycofać się
do tyłu. Szkoda tylko, że nie pomyślał, że z tyłu mógł ktoś stać, a tą osobą
byłam ja. Wszystko się na mnie uwzięło. Jak pech, to pech. Spojrzałam na postać
przede mną, a raczej na kubek, który trzymała w ręku. Jak w zwolnionym tępię
patrzyłam jak napój kołysze się najpierw w jedną stronę, w drugą stronę, aż w
końcu wylewa się poza wnętrze papierowego pojemnika i leci jak fala nad morzem
wprost na moją białą koszulkę.
-Nie!- wrzasnęłam. Co nie miało najmniejszego sensu, bo po
pierwsze już było po wszystkim, a po drugie i tak nie zdążyłabym odskoczyć w
bok. – Co za skończony idiota. – Wyrwało się z moich ust. Miałam wrażenie, że
cała restauracja patrzy się wprost na mnie. Zaczęłam pospiesznie opuszczać
lokal, przy okazji szukając w torebce paczki chusteczek.
Koleś, który był
sprawcą całej sytuacji stał jak wmurowany. Nawet na niego nie spojrzałam.
Wyszłam przed budynek i przyjrzałam się krytycznie swojej koszulce. Wyglądała
masakrycznie.
- No i co ja teraz zrobię? – Zapytałam samą siebie
- Słuchaj, przepraszam – Poczułam jak ktoś kładzie mi rękę
na ramieniu – Ja…
Strzepnęłam jego rękę, a następnie oznajmiłam mu dobitnie.
- Nie. To ty posłuchaj. Nie obchodzi mnie co ty. Jak na
pewno zauważyłeś wylałeś coś na moją koszulkę. Nie jest to przyjemne uczucie,
więc pozwolisz, że teraz się oddalę, bo muszę jak najszybciej złapać autobus
powrotny.
-Poczekaj, chodź kupię Ci nową bluzkę.
- Nie chcę twojej bluzki.
- Haha nie powiedziałem, że moją tylko, że nową, ale skoro
bardzo nalegasz tonie ma sprawy.
Jednym ruchem ręki
ściągnął koszulkę przez głowę i podał mi ją na wyciągniętej dłoni. Jego
umięśniony tors nie pozostawiał nic do żeczenia. Spłonęłam rumieńcem. Jak on
mógł zrobić coś takiego na środku ulicy? Spuściłam głowę i słabym głosem
wydukałam:
- Nie wygłupiaj się, załóż natychmiast tą koszulkę.
- Tylko jeśli zgodzisz się ze mą pójść do tego sklepu
inaczej wcisnę ją na ciebie siłą.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- To ma być żart? No jakoś Ci nie wyszedł.
- No nie żartowałem. Panie przodem. – powiedział tylko i
popchnął mnie leciutko w stronę najbliższej galerii.
Weszliśmy do budynku.
Przyjemny chłód przemknął po moich plecach. Stanęłam koło wejścia. Ludzie
dziwnie się na nas patrzyli. „no nie” pomyślałam, „wszyscy pomyślą, że jestem
brudasem.” Spojrzałam na mojego towarzysza. W szerokim uśmiechu pokazywał
wszystkim swoje proste, białe ząbki.
- I dlaczego się tak szczerzysz? – zapytałam bez ogródek
- Pokazuje jaki jestem szczęśliwy, że mogę być tu z taką
piękną dziewczyną.
- Naprawdę, a gdzie ona jest, bo jakoś nie miałam
przyjemności jej zobaczyć? – dodałam ironicznie, rozglądając się dookoła.
Spojrzał na mnie.
Jego brązowe oczy błyszczały.
- Wybierzesz coś? – zapytał, jakby nie słysząc mojego
pytania. W tym momencie dostałam sms’a od Caroline. Będzie za dwie godziny. To
dobrze mam jeszcze trochę czasu. Kiedy jej odpisywałam, zerknęłam na mojego
bezimiennego towarzysza. Podszedł do stojaka z damskimi koszulkami i zaczął je
do siebie przymierzać. Różowa, zielona, pomarańczowa. Patrzyłam na to wszystko
z politowaniem. Zrobiłam parę kroków w jego stronę i powiedziałam głośno:
- Tak, masz rację. Ta jest wyjątkowo twarzowa. – Tym razem
przyłożył ją do mnie, a ja skrzywiłam się z niesmakiem.
- Nie podoba Ci się? To może to.- Powiesił sobie na palcach
półcienką koszulkę koloru rażącego w oczy oranżu.
- Oh tak, ta jest idealna. – rzuciłam kąśliwie i spojrzałam
na niego wyzywająco – Co może mam zrobić, tak jak ty na ulicy? Zdjąć koszulkę
jedną ręką, a założyć drugą? – powiedziałam jeszcze bardziej zbulwersowana.
- Skoro nalegasz. – Rzuciłam mu w twarz markową bluzeczką.
- Bufon – powiedziałam krótko i skierowałam się do wyjścia.
- A jak ty się ludziom w tym pokarzesz? – zapytał pamiętając
moje wcześniejsze dylematy.
- No jakoś już przestało mi to przeszkadzać.
Wychodząc ze sklepu usłyszałam:
- Dowidzenia. – spojrzałam w bok skąd usłyszałam pożegnanie
i zobaczyłam ochroniarza z małym wąsikiem. – Zawsze kiedy słyszę słowa
wypowiadane od osoby, której nie znam, nie zwracam na nie uwagi myśląc, że nie
są one skierowane do mnie, lecz w ostatniej chwili zawsze się orientuję i też
ich pozdrawiam. Tak było i tym razem.
- Dowidzenia. – odrzekłam swoim zwykłym miłym tonem mimo, iż
w środku mnie aż buzowało.
- No to który teraz sklep?
- Yyy żaden?
- No a spieszysz się gdzieś?
Spojrzałam na zegarek wskazywał dziewiętnastą.
- Właściwie tak. Wiesz umówiłam się z kimś, więc dzięki za
dobre chęci i w ogóle, ale ja już muszę lecieć. Pa.
- Zaczekaj, może cię odprowadzę.
- Naprawdę nie ma takiej potrzeby. – Uśmiechnęłam się
wymuszenie. Proszę Cię człowieku, skąd ty się urwałeś? Zostaw mnie w świętym
spokoju. Odwróciłam się i szybszym krokiem zmierzałam do przejścia. Było
czerwone. Chłopak zdążył do mnie podbiec.
- Nawet nie zapytałem Cię o imię. – w tym czasie światło
zmieniło się na zielone. Tłum ruszył. Odwróciłam głowę.
- Katrine – krzyknęłam
- Katrine. – Powtórzył ciszej – Do zobaczenia, mam nadzieje.
Poszłam w umówione
miejsce. Caroline już tam była. Trzymała w ręku naszą kawę.
- No co tam słońce. – zapytałam, dając jej buziaka w
policzek.
- Hej, chodź wszystko Ci opowiem, ale widzę, że ty też masz
mi dużo do powiedzenia. – Spojrzała wymownie na moją koszulkę, podając mi kawę.
- Oj tak – powiedziałam i ruszyłyśmy do szkolnego domu.
Kiedy wpadłam tylko
do pokoju, od razu pobiegłam w stronę łazienki. To cud, że wytrzymałam tak
długo. Wchodząc ściągnęłam jednocześnie brudne ubranie i chwyciłam w rękę ciastka,
które leżały na stole. Niestety nie miałyśmy niczego innego.
- Idziemy do sklepu. – oznajmiłam nagle.
- Ok. teraz?
- Natychmiast! – chwyciłam w rękę torbę i udałyśmy się do
pobliskiego supermarketu.
Wyciągnęłyśmy wózek i
wjechałyśmy nim do środka. Ładowałyśmy do niego wszystko co wpadło nam w ręce.
Nie mogłam doczekać się, kiedy wrócimy do domu i upichcimy jakiś ciepły
obiadzik. Podjechałyśmy do chłodni. Wszystkie kolorowe kubeczki jogurtów i
serków, aż zachęcały do kupna. Nigdy nie mogłyśmy się zdecydować. Wszystko
wyglądało bardzo apetycznie, szczególnie owoce na wieczkach pojemników, które
swoim wyglądem naprawdę wyglądały jak prawdziwe. Nagle Caroline zaczęła mnie
dźgać w bok.
- Ała – zaczęłam marudzić. Wyglądała jakby kompletnie
osłupiała. Zaczęła coś bredzić o tym, że to ten chłopak który ją potrącić. No i
bardzo dobrze, pomyślałam. Omamił ją i myślał, że nie będzie żadnych
konsekwencji, bo jest jakąś gwiazdką. Już ja mu przyłożę. Odwróciłam się i… o
nie… to nie jest możliwe… jak ja mogłam wcześniej tego nie zauważyć. Znowu
wszystko wróciło. Chyba nie zauważyli, że się na nich gapiłyśmy, więc szybko
odwróciłyśmy się w stronę półek. Może, że się gapiłyśmy nie zauważyli , ale na
pewno zauważyli nas. Podeszli do nas i ten jeden, który szczerze mówiąc nie
miałam pojęcia jak się nazywa zaczął coś nawijać. Spojrzałam na drugiego,
jeszcze bardziej nie mając zielonego pojęcia o jego imieniu. Rozpoczął następną
denną gadkę. Wcisnęłam sztuczny uśmiech, na szczęście Caroline szybko oznajmiła
im, że musimy już lecieć, więc z całą siłą popchałam kosz w stronę kas.
Wyładowałyśmy rzeczy na ladę i zapakowałyśmy do toreb. W drodze powrotnej
dźwigałyśmy ciężkie siaty i każda z nas marzyła tylko o tym, a by jak najszybciej
znaleźć się na miejscu.
- Czemu nie powiedziałaś mi, że to ten z zespołu?
- Bo nie wiedziałam. Szczerze mówiąc nawet teraz nie jestem
tego w stu procentach pewna.
- To był on.
- No to nie źle się wpakowałyśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz